Skandaliczna historia hostelu na Jaśminowej w Błoniu

Wyobraź sobie, że po latach snucia planów w końcu realizujesz jedno z największych marzeń. Przeglądasz katalogi z wizualizacjami domów, surfujesz po stronach internetowych z ofertami gruntów. Gdy już wybierzesz idealny projekt budynku i upatrzysz działkę, działasz ostrożnie – kierujesz kroki do urzędu, by upewnić się, czy na tym kawałku ziemi Twój wymarzony azyl w ogóle może stanąć. Analizujesz lokalny plan zagospodarowania przestrzennego (jeśli istnieje – super) albo składasz wniosek o decyzję o warunkach zabudowy, która musi być zgodna z gminnym studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego. W końcu trafiasz na perfekcyjne miejsce, gdzie dopuszczalna jest wyłącznie zabudowa jednorodzinna z ewentualnymi małymi, nieinwazyjnymi usługami. Zaciągasz pożyczkę na trzy dekady, wznosisz swoje gniazdo. Sama budowa to niezła szkoła życia, ale dajesz radę i wreszcie stoi – dom, ten wymarzony. Delektujesz się harmonią, brakiem zgiełku, ciszą o poranku i świergotem ptaków. Wokół wyrastają kolejne domy, dzielnica rozwija się zgodnie z przeznaczeniem – osiedle domów jednorodzinnych. Raj na ziemi, chciałoby się rzec.

Lata mijają – dziesięć, może piętnaście – i nagle dociera do Ciebie wieść, że na Twoim zacisznym osiedlu jakiś „przedsiębiorczy” właściciel postanowił zmodyfikować zwykły dom jednorodzinny w coś na kształt bliźniaka. Śledzisz postępy robót i czujesz, jak zapala Ci się w głowie ostrzegawcza lampka. Coś tu nie gra. Dla spokoju duszy sprawdzasz regulacje gminne i jesteś pewien, że ta nowa konstrukcja, powstająca pod płaszczykiem remontu, skończy jako standardowy bliźniak – tak sugerują papiery, które z trudem wydobyłeś z ratusza i starostwa. Zgiełk maszyn, pył, samochody z materiałami – no cóż, przejściowe niedogodności.

I nadchodzi wielki finał i całkowity wstrząs – ten „pomysłowy” biznesmen z żyłką do interesów wyczarował na osiedlu bezprawny hostel dla robotników. Nie wierzysz własnym oczom: jak to w ogóle przeszło? Z dnia na dzień niedogodności rosną w siłę. A to susząca się na płocie od frontu intymna garderoba lokatorów – może po to, by przechodnie poznali ich gust w bieliźnie, a może to po prostu egzotyczne zwyczaje albo brak orientacji w miejscowych normach? Ale to dopiero preludium. Mieszkańcy hostelu fundują Ci więcej atrakcji. Wszak różnorodność kulturowa ubarwia codzienność, choć irytuje Cię i obrzydza chroniczne załatwianie potrzeb fizjologicznych w dowolnych zaroślach czy codzienne budzenie o 4:30 hukiem drzwi od furgonetek, wrzaskami, rechotem – no bo przecież świta, ekipa rusza do roboty. Fakt, że Ty zaczynasz o 6 czy 7, a reglamentowana cisza nocna do świtu ich nie obchodzi – znów wracamy do tej wzbogacającej wielokulturowości, która rewolucjonizuje Twoje poranki. Nie brakuje też nocnych powrotów z drugiej zmiany (pewnie z jakiegoś zakładu produkcyjnego) około północy, z kolejną dawką hałasu, pokrzykiwań, walenia drzwiami pojazdów. Żartów mniej, bo widać, że ekipa zmęczona harówką. Za mało wrażeń? Proszę bardzo – transakcje handlowe na chodniku przy aucie lub przed nim, lub w nim, pomyłki adresowe i wtargnięcia z walizkami w garści na Twój teren, by łamanym angielskim oświadczyć: „I’ll stay here, I arrived” (zamieszkam tu, przyjechałem).

Poruszyła Cię pewnie ta historia, ale to nie fikcja, niestety – to codzienność mieszkańców ulicy Jaśminowej w Błoniu.

Doniesienia o kłopocie z tym dziwacznym bliźniakiem przerobionym na hostel, który łamie przepisy gospodarki przestrzennej, napływały do naszej redakcji „Miesięcznika PIN” już w 2023 r. Jednak ze strony mieszkańców zapada decyzja, że najpierw droga urzędowa. Mieszkańcy postanawiają działać. No bo ile można znosić ten cyrk? Zgłaszają sprawę do gminy, do powiatu, do innych instytucji, proszą o interwencję, wierząc, że przecież w kraju jeszcze jakieś przepisy obowiązują, a urzędy są po to, by chronić zwykłych ludzi przed takimi „przedsiębiorczymi” wynalazkami. Czekają na reakcję, może na jakąś kontrolę, która w końcu zamknie ten cały bałagan. Ale zamiast szybkiego rozwiązania dostają biurokratyczny maraton: papiery, wnioski, odwołania. A hostel działa sobie dalej, jakby nigdy nic.

Mało tego. Wiemy, że reklama jest źródłem handlu i sukcesu, nie dziwi więc, że na platformie internetowej regularnie publikowane są ogłoszenia o super hostelu przy ul. Jaśminowej w Błoniu. W ofercie można było przeczytać: pokoje dwuosobowe w nowo wybudowanym budynku, podzielonym na dwie części. W jednej części nocleg dla 26-27 osób, w drugiej identycznie – łącznie maksymalnie 54 osoby. Okazja, super lokalizacja, wifi, tv we wspólnych częściach, cena – jedyne 950 zł netto od osoby za miesiąc. Szkoda, że zabrakło informacji, ile  łazienek przewidziano na 27 osób. Może właśnie brak tej informacji, a może brak wystarczającej ilości łazienek powoduje sikanie po krzakach.

A teraz fakty i historia. Jak ustaliliśmy, dom przy Jaśminowej przez kilka lat stał pusty i niedokończony. W 2022 r. właściciel, który wznowił prace i w ekspresowym tempie – zaledwie 12 dni – uzyskał pozwolenie na budowę z wydziału budownictwa powiatu warszawsko-zachodniego. Precyzyjnie: pozwolenie na rozbudowę i przebudowę istniejącego budynku jednorodzinnego w kierunku dwóch budynków jednorodzinnych w zabudowie bliźniaczej. Jednak w toku biurokratycznej walki mieszkańców z urzędami okazało się, że ten pierwotny dom nigdy nie został formalnie ukończony ani odebrany, a mimo to otrzymał zgodę na rozbudowę.

To, że czas wydania decyzji jest podejrzanie krótki (większość mieszkańców tego osiedla na pozwolenie czekała miesiące), budzi wiele pytań.

Budowa ruszyła, ale szybko wyszło na jaw, że rezultat daleko odbiega od deklaracji wynikających z dokumentów. Zainstalowano nadmiarową ilość skrzynek na listy, a na górnych kondygnacjach urządzono dodatkowe pomieszczenia. W 2024 r. inspektorat budowlany powiatu warszawsko-zachodniego sprawdził obiekt i uznał go za zgodny z projektem. Uroczo, prawda?

Wkrótce zaczęli napływać zagraniczni pracownicy z różnych stron świata – z Ukrainy, Indii, Turcji, Filipin, i pewnie z innych stron. Na początek jeden transport, potem busy i inne auta. Zajęto jedną połowę budynku (druga nie była użytkowana), ale pełna eksploatacja oznaczałaby ponad 50 lokatorów, bo na tyle przewidział „przedsiębiorczy” biznesmen swój hostel. Mieszkańcy jednak nie poddają się i dalej przedkładają do urzędów dokumenty i dowody (zdjęcia, nagrania wideo), że dom to nie bliźniak, a hostel działa niezgodnie z prawem i niezgodnie z obowiązującym planem zagospodarowania przestrzennego. W gąszczu tych wszystkich pism, wniosków, wyjaśnień, odpowiedzi, braku odpowiedzi, braku dostępu do dokumentów, uznania za stronę postępowania w jednym organie i nieuznania za stronę w drugim organie (na podstawie tych samych przepisów oczywiście) okazało się także, że budynek nie jest dostosowany do takiej ilości lokatorów (non stop problemy z zapchaną kanalizacją).

W końcu po latach walki, w październiku 2025 r. burmistrz Błonia wydał zakaz użytkowania terenu wbrew planowi przestrzennemu, nakazując przywrócenie stanu sprzed tej całej „przebudowy”. Brzmi obiecująco, prawda? Do tego inspektorat budowlany powiatu w październiku 2025 r. wstrzymał użytkowanie połowy budynku, uznając, że wszystko nie zgadza się z projektem. Mieszkańcy myśleli, że nareszcie nastąpi koniec uciążliwości i chaosu. Ale minęły miesiące, a sytuacja nie uległa zmianie. Pensjonat działał w najlepsze.

I nagle cud. Jak za sprawą czarodziejskiej różdżki sytuacja zmieniła się diametralnie po opublikowaniu przez „Gazetę Wyborczą” w dniu 28.01.2026 artykułu o skandalu z tym hostelem. 31 stycznia 2026 r. wszyscy lokatorzy hostelu wyprowadzili się z samego rana. Obecnie budynek stoi pusty. Mieszkańcy mają nadzieję, że w końcu prawo zacznie działać, a „przedsiębiorczy” właściciel poniesie konsekwencje i będzie zmuszony do przywrócenia pierwotnego stanu budynku. Czy tak się stanie – oby tak, ale wiadomo, jak jest w powiatowej i samorządowej Polsce, różnie może się sprawa zakończyć.

Jak przeczytaliśmy w artykule w „Gazecie Wyborczej”, właściciel twierdzi, że dzierżawił nieruchomość firmie zewnętrznej, ale niedawno zerwał umowę z powodu skarg. W te tłumaczenia może jeszcze ktoś naiwnie by uwierzył, ale cała ta sprawa z nielegalnym hostelem jawi się jeszcze w innym świetle po skandalu łapówkarskim w PINB w powiecie warszawsko-zachodnim. Pod koniec 2025 r. CBA zatrzymało trzech urzędników, w tym kierownika wydziału, za wymuszanie korzyści majątkowych za pozytywne załatwianie spraw, w tym odbiory budów. Prokuratura Krajowa bada sprawę, w tym doniesienia od obywateli, gdzie zgoda na użytkowanie mogła umożliwić nielegalny biznes.

Ta historia pokazuje, jak system, który miał chronić marzenia o spokojnym życiu w spokojnym, sprawdzonym miejscu, nie działa poprawnie – głównie przez małe trybiki urzędnicze, które mają, jak można przypuszczać, inne priorytety niż działanie zgodne z prawem. Mieszkańcy Jaśminowej nie odpuszczają – nie po to wzięli kredyty i zbudowali domy w miejscu przeznaczonym na ciche osiedle, aby dostać w pakiecie hałas, uciążliwość i jawne naruszenie prawa.

Najbardziej przykre w całej tej historii jest to, że nie jest to odosobniony przypadek w naszej gminie. Są także inne znane redakcji sytuacje dotyczące dziwnych pozwoleń i decyzji wydziału budownictwa w starostwie powiatu warszawsko-zachodniego, ale o tym napiszemy wkrótce.

Marzena Cichewicz

Źródła:

1. Gazeta Wyborcza z dn. 28.01.2026 Miłosz Piotrowski „Gigantyczny, nielegalny hostel pracowniczy zatruwa życie mieszkańcom Błonia. W tle afera korupcyjna”.

2. Dokumenty udostępnione przez mieszkańców – korespondencja z urzędami.

3. Rozmowy z mieszkańcami ul. Jaśminowej w Błoniu

Archiwum
miesięcznik PIN
pozostałe wydania
miesięcznik PIN online

Niezależna gazeta lokalna

#projektbłonie #informacyjnie #niezależnie

Wszystkie prawa zastrzeżone. Copyright by   
projekt błonie