Każdemu z nas przytrafiło się – i to pewnie niejednokrotnie – kupić coś całkiem zbędnego, coś czego nie potrzebujemy, bo mamy już kilka podobnych rzeczy w domu. Każdy z nas zna pewnie ten impuls wywołany komunikatem „tylko 3 sztuki w magazynie” na stronie sklepu internetowego i wtedy szybki klik w „kup teraz”, chwilowa euforia – uff, mam to.
Nie jestem krytykiem filmowym, jednakże po obejrzeniu filmu dokumentalnego “Kup teraz: Jak manipuluje się konsumentami“ (2024), którego reżyserem jest Nic Stacey (nominowany do Emmy za Świat według Jeffa Goldbluma), postanowiłam podzielić się z czytelnikami własną opinią oraz zachęcić do obejrzenia tego dokumentu. Film dostępny jest na platformach Netflix oraz Filmweb.
Co to za film? To dokument pokazujący i analizujący mechanizmy konsumpcji. To również przejmujący portret świata, w którym nie jesteśmy już klientami – a stajemy się narzędziami maksymalizacji zysków dla korporacji i firm. Film pokazuje, jakie mechanizmy są wobec nas stosowane. Mechanizmy, które napędzają konsumpcję i kształtują nasze decyzje zakupowe. Obnaża, jak korporacje, wspierane przez psychologię i technologię, nie tylko sprzedają nam towary, ale kształtują nasze potrzeby, emocje i tożsamość, pozostawiając za sobą góry odpadów i ludzkie dramaty. Film skłania do refleksji nad konsekwencjami niekontrolowanej konsumpcji zarówno dla nas jako jednostki, a także dla społeczeństwa i środowiska.
Reżyser demaskuje manipulacyjne strategie korporacji i popiera je w filmie konkretnymi przykładami. Film pokazuje przekornie pięć etapów “szkolenia” jak firmy i korporacje mają manipulować konsumentem, aby maksymalizować zyski. Wykorzystują do tego algorytmy e-commerce, które analizują każdy nasz klik, zwiększając skuteczność sprzedaży o 30%, jak podaje raport McKinsey (2023). Strategia wykorzystania emocji konsumentów to punktu „wejścia” – reklamy są bardziej emocjonalne i spersonalizowane. Konsument nie kupuje już produktu, tylko obietnicę stylu życia – bycia bardziej „eko”, „cool” lub „sobą”.
W filmie nie zabrakło też dobrze znanego wątku wyprzedaży Black Friday, to kolejny przykład manipulacji. Mamy kupować, kupować, kupować, szybciej, więcej, więcej, więcej, więcej, sterowani jesteśmy „promocją”, a później okazuje się, że cena była sztucznie zawyżona przed obniżką. Praktyka legalna, lecz nieetyczna – zadomowiona w sklepach i, niestety, mająca się dobrze. Komunikaty typu „ostatnia szansa!” wywołują fear of missing out (FOMO – strach przed przegapieniem), które skłania 64% konsumentów do impulsywnych zakupów, jak podają badania.
Film nie unika trudnych tematów – m.in. nadprodukcji – w tym odzieży i wpływu przemysłu odzieżowego na środowisko i życie ludzi. Dowiadujemy się także z przytaczanych danych ONZ (2023), że przemysł modowy odpowiada za 10% globalnej emisji CO2 i 20% zużycia wody. Co tydzień 15 milionów sztuk ubrań, głównie tzw. „szybkiej mody” z Europy i USA, trafia jako odpady tekstylne do Ghany, a tam są zakopywane, topione w oceanie albo spalane. Co roku na wysypiskach ląduje 92 miliony ton tekstyliów, tworząc góry odpadów w krajach rozwijających się.
Jednym z najbardziej bulwersujących wątków pokazanych w filmie jest praktyka niszczenia niesprzedanych towarów. Marki tną, palą lub wyrzucają nowe produkty – od torebek, butów po ubrania – by chronić wizerunek „ekskluzywności”. Przeraża przykład marki, która zniszczyła tysiące torebek, by uniknąć obniżania cen. Według The Guardian (2023) w branży odzieżowej co roku niszczy się lub wyrzuca 15-20 milionów ton niesprzedanych dobrych produktów. To marnotrawstwo na niewyobrażalną skalę, które kontrastuje z hasłami o „zrównoważonym rozwoju” promowanymi przez te same firmy. Podobne praktyki stosowane są przy sprzedaży artykułów spożywczych, zabawek, narzędzi itd.
Branża technologiczna również ma swoje grzechy i też dostało się jej w filmie. W jednej ze scen były inżynier korporacji ujawnia, że telefony są projektowane z planned obsolescence (planowe starzenie się, skracanie cyklu życia produktu), dodatkowo często kolejne modele – “lepsze”, “nowsze”, “bardziej cool” są tak zabezpieczane, aby nie można było ich naprawić. Praktyka maksymalizacji zysku poprzez skracanie życia produktów jest obecnie niestety powszechna w zasadzie w każdej branży. Wiele firm tak wytwarza swoje produkty, tj. z określoną krótszą żywotnością, niż mogłaby ona być, tylko po to, aby konsument kupił produkt nowy, kupił ponownie. W ten sposób napędzana jest sprzedaż, ale też i gigantyczna produkcja odpadów. Przykładem i protoplastą tego procederu i pokazywanym w filmie jest Philips, który w 1925 r. założył kartel uważany za pierwszy znany przypadek planowanej obsolescencji i często przywoływany jako symbol korporacyjnej manipulacji konsumentami, aby skłonić klientów do zakupu nowego modelu – skrócono żywotność żarówki. Nie tylko żarówki, ale i drukarki, faksy, słuchawki do telefonów i same telefony komórkowe są w ten sposób wytwarzane. Film podaje, że świat produkuje 13 milionów smartfonów dziennie, z czego znaczna część staje się odpadem w ciągu dwóch lat. W 2023 roku wygenerowano 53,6 miliona ton elektroodpadów, z czego tylko 17% poddano recyklingowi, jak wynika z Global E-waste Monitor (2024). Obrazy toksycznych wysypisk w Afryce, gdzie lądują nasze stare urządzenia, są przestrogą przed bezmyślną konsumpcją.
Najbardziej szokującą informacją w filmie była dla mnie wypowiedź Maren Costa, ekspertki specjalizującej się w recyklingu i etykietowaniu produktów, która wskazuje, że wiele opakowań jest reklamowanych jako “recyklingowalne” czy “przyjazne środowisku”, tymczasem etykiety “eko” są często wyłącznie strategią marketingową. Produkty oznaczone frazami takimi jak “100 % recycled” lub “biodegradable”, często dotyczą tylko niewielkiej części opakowania, a całość nie nadaje się do recyklingu w standardowej infrastrukturze. To przykład greenwashingu – działania, które w rzeczywistości mają poprawić wizerunek marki, ale niewiele zmieniają w zakresie rzeczywistej ochrony środowiska. Stwierdza wprost – „Recykling to fikcja w dzisiejszych standardach.” Wiele materiałów nie trafia do recyklingu, bo miejsce docelowe odpadów nie ma infrastruktury do ich przetwarzania (np. kraje afrykańskie tzw. globalnego południa), a część odpadów oznaczonych jako “do ponownego wykorzystania” i tak trafia do spalenia lub na wysypiska, bo koszty segregacji są zbyt wysokie. Maren Costa wyjaśnia w filmie, że takie opakowania generują fałszywe poczucie wartości ekologicznej i pozwalają markom uniknąć odpowiedzialności, a w rzeczywistości napędzają nadprodukcję tworzyw sztucznych i przyczyniają się do narastającego kryzysu odpadów – bo większość z tych opakowań nigdy nie zostanie przetworzona.
Film sam w sobie “zrobiony” jest w sposób wciągający widza, łączy dobitny przekaz poprzez dynamiczne animacje, czytelne infografiki i narrację, która równoważy powagę omawianego problemu z subtelną ironią. Jednakże bezspornie moim zdaniem siła filmu tkwi w danych – 92 miliony ton tekstyliów, 15-20 milionów ton niszczonych produktów, 53,6 miliona ton elektroodpadów – oraz obrazach, które nadają statystykom znaczenia poprzez wizualizację.
Film tworzy mocny przekaz: nadprodukcja plastiku i ubrań, skrócone cykle życia produktów (np. elektroniki, fast fashion) oraz destrukcyjne skutki „jednorazowości” naszych zakupów to realny problem środowiskowy. Kup teraz: Jak manipuluje się konsumentami to więcej niż dokument – to lustro, w którym widzimy nasze nawyki, słabości i ich konsekwencje. To film pokazujący jak jesteśmy, jako konsumenci manipulowani, a działania korporacji i firm to ekonomicznie uzasadnione strategie, które maksymalizują zysk kosztem etyki i środowiska. Film pokazuje, że każdy zakup to decyzja o dalekosiężnych skutkach. Zmusza do myślenia, do zastanowienia się i do refleksji. W świecie, gdzie konsumpcja staje się tożsamością, ten film to apel o świadomość – bo kolejny klik w „kup teraz” może kosztować więcej, niż myślimy.
Marzena Cichewicz
