Elementarz: samorząd nie jest prywatnym folwarkiem!

ELEMENTARZ ELEMENTARZY – CZYJE TO WŁAŚCIWIE JEST?

Warto wrócić do absolutnych podstaw, bo odnoszę wrażenie że większość osób nie ma pojęcia czym jest samorząd terytorialny.

Czym jest (?) Wspólnota.

Niewiedza dotyczy głównie mieszkańców, ale niestety też samorządowców. A Samorząd nie zaczyna się od gabinetu wójta/burmistrza/prezydenta. Zaczyna się od nas wszystkich.

GMINA NIE JEST WŁASNOŚCIĄ WÓJTA/BURMISTRZA/PREZYDENTA.

Gmina nie jest własnością wójta, burmistrza, prezydenta. Nie jest własnością rady. Jest wspólnotą mieszkańców. Wójt, burmistrz czy prezydent zostaje wybrany przez mieszkańców na kadencję. Można więc powiedzieć obrazowo, że mieszkańcy wynajmują człowieka do zarządzania sprawami wspólnoty. Nie oddają mu jednak gminy na własność. Nie przekazują mu majątku. Nie mówią że od dzisiaj wszystko jest twoje. Dają mu mandat i odpowiedzialność.

PIENIĄDZE TEŻ NIE SĄ JEGO.

Pieniądze w budżecie gminy nie są pieniędzmi wójta, burmistrza, prezydenta. Nie są pieniędzmi rady. Nie są pieniędzmi urzędu. To środki publiczne. Pieniądze wspólnoty. Dlatego kiedy z budżetu powstaje droga, chodnik, szkoła, park, boisko albo finansowane jest inne zadanie publiczne, nie jest to prywatny prezent włodarza. To nie wójt dał tylko Gmina przeznaczyła. I dlatego warto zmienić język. Od dwóch słów zaczyna się zmiana myślenia.

NIE MA CO DZIĘKOWAĆ ZA WYDANIE WŁASNYCH PIENIĘDZY.

Oczywiście. Można podziękować za dobrą pracę. Za sprawne przygotowanie inwestycji. Za rozwiązanie problemu. Za skuteczne działanie. Ale nie za to, że ktoś był łaskaw przeznaczyć publiczne pieniądze na publiczne zadanie. Włodarz nie finansuje gminy z własnej kieszeni. On zarządza pieniędzmi wspólnoty. I właśnie dlatego powinien być z tego zarządzania rozliczany.

WYGRANE WYBORY NIE DAJĄ WŁADZY ABSOLUTNEJ I BEZKARNOŚCI.

Dają mandat. Prawo wyznacza jego granice. Ustawy określają kompetencje. Budżet określa ramy gospodarki finansowej. Rada ma swoje zadania. Organy nadzoru mają swoje kompetencje. Mieszkańcy mają swoje prawa. Są procedury. Są kontrole. Są mechanizmy odpowiedzialności. Czyli wygrane wybory dają władzę. Nie dają bezkarności.

RADNY NIE JEST PODWŁADNYM WÓJTA.

To też powinno wisieć w każdej sali obrad. Radny nie dostał mandatu od wójta. Nie dostał go od burmistrza. Nie dostał go od przewodniczącego rady. Dostał go od wyborców. Dlatego nie jest od tego, żeby wykonywać polecenia włodarza. Nie jest też od tego, żeby być jego przeciwnikiem dla samej zasady. Ma pytać. Sprawdzać. Kontrolować. Głosować. Podejmować decyzje zgodnie ze swoim mandatem i prawem. Mandat radnego nie jest własnością. Jest zobowiązaniem.

RADA NIE JEST KÓŁKIEM KIBICÓW WŁADZY.

Tak samo jak nie jest klubem jej przeciwników. Rada i wójt mają różne role. Wójt jest organem wykonawczym. Rada jest organem stanowiącym i kontrolnym. To nie wojna. To nie personalna rywalizacja. To nie konkurs popularności. To mechanizm, w którym różne organy mają różne kompetencje. Dlatego pytanie radnego nie jest zdradą. Sprzeciw nie jest sabotażem. Kontrola nie jest wojną. Tak działa demokracja lokalna.

WÓJT NIE JEST WŁADCĄ URZĘDNIKÓW.

Jest kierownikiem urzędu. To bardzo dużo. Ale to nie jest to samo, co prawo do traktowania urzędu jak prywatnego zaplecza. Urzędnik nie jest „człowiekiem wójta”. Nie jest człowiekiem burmistrza. Nie jest własnością żadnego polityka. Ma wykonywać swoje obowiązki. Przestrzegać prawa. Działać w interesie publicznym. Wykonywać prawidłowe polecenia służbowe. A „bo wójt tak chce” nie jest magicznym zaklęciem, które unieważnia przepisy. Polecenie służbowe nie stoi ponad prawem.

URZĄD NIE JEST PRYWATNYM ZAPLECZEM WŁADZY.

Nie jest biurem wyborczym. Nie jest miejscem dla „swoich”. Nie powinno być miejscem, gdzie liczy się przede wszystkim NASZ człowiek, radny, kandydat.

SŁUŻBA PUBLICZNA TO NIE DEKORACJA.

Wójt składa ślubowanie. Radny składa ślubowanie. Pracownik samorządowy na stanowisku urzędniczym również składa ustawowe ślubowanie. To nie jest ceremonia dla fotografów. To nie jest formalność do odhaczenia. To zobowiązanie. Do przestrzegania prawa. Do wykonywania powierzonych zadań. Do działania dla dobra wspólnego. I może dlatego warto częściej przypominać sobie jedno słowo: SŁUŻBA.

PRAWO NIE JEST SUGESTIĄ.

U nas zawsze tak było. Wszyscy tak robią. Nikt wcześniej nie miał problemu. Wójt tak zdecydował. To nie są podstawy prawne. W sprawach publicznych pierwsze pytanie brzmi. W oparciu o jaką podstawę prawną? A dopiero potem kto tak zdecydował?

WSPÓLNE NIE ZNACZY NICZYJE.

Gminne, czyli niczyje? Nie. Gminne oznacza wspólne. A wspólne oznacza nasze. Mienie komunalne nie jest łupem po wyborach. Nowy wójt nie przejmuje gminy. Nowa rada nie przejmuje gminy. Zmiana koalicji nie zmienia właściciela publicznego majątku. Zmieniają się ludzie. Nie zmienia się wspólnota.

MIESZKANIEC NIE JEST PETENTEM ŁASKI WŁADZY.

Może pytać. Może krytykować. Może składać wnioski i skargi. Może interesować się wydawaniem publicznych pieniędzy. Może żądać informacji w granicach prawa. Nie musi przy tym być wdzięczny za sam fakt, że urząd raczył z nim rozmawiać. Bo mieszkaniec nie jest poddanym. Jest członkiem wspólnoty samorządowej.

JAWNOŚĆ NIE JEST ATAKIEM.

Ile to kosztowało? Kto podjął decyzję? Dlaczego wybrano tę firmę? Na jakiej podstawie? Kto za to odpowiada? To nie jest atak. To zwykłe zainteresowanie sprawami własnej wspólnoty. A dobrze działająca władza nie powinna traktować każdego pytania jak zamachu na swój autorytet. Pytanie jest częścią demokracji.

KRYTYKA WŁADZY NIE JEST ATAKIEM NA SAMORZĄD.

Można krytykować wójta i bronić samorządu. Można krytykować radę i bronić samorządu. Można krytykować urząd i bronić samorządu. Można żądać kontroli i bronić samorządu. Bo samorząd to nie nazwisko. Nie gabinet. Nie komitet wyborczy. Nie partia. Samorząd to wspólnota. Dlatego atakiem jest łamanie zasad, a nie przypominanie o nich.

I NAJWAŻNIEJSZE!!!

Nie jesteś właścicielem samorządu dlatego, że zostałeś wybrany.

Nie jesteś właścicielem pieniędzy dlatego, że możesz nimi dysponować.

Nie jesteś właścicielem urzędu dlatego, że nim kierujesz.

Nie jesteś właścicielem mandatu dlatego, że dostałeś go w wyborach.

Nie jesteś właścicielem stanowiska dlatego, że ktoś ci je powierzył.

Jesteś człowiekiem, któremu powierzono określoną rolę w służbie publicznej.

Na określonych zasadach.

W określonych granicach.

Dla określonej wspólnoty.

I dlatego warto zapamiętać najprostsze zdanie tego całego elementarza:

SAMORZĄD NIE JEST PRYWATNYM FOLWARKIEM – Wójta. Burmistrza. Prezydenta. Starosty, marszałka, radnego, sekretarza, dyrektora. Partii. Komitetu wyborczego. A ci, którzy otrzymali mandat, stanowisko albo zatrudnienie w samorządzie, otrzymali nie własność tej wspólnoty. Otrzymali odpowiedzialność za wykonywanie powierzonych im zadań. I od tego powinniśmy zaczynać każdą rozmowę o samorządzie. Nie od pytania kto tu rządzi? Tylko komu powierzono służbę, jakie ma kompetencje i za co odpowiada? Bo samorząd zaczyna się od MY. I kończy się wtedy, kiedy ktoś zaczyna mylić.

Urzędniczo-Samorządowe Pogaduchy

Postaw kawę autorowi. Kliknij w link: buycoffe.to/urzedniczo-samorzadowe-pogaduchy

Archiwum
miesięcznik PIN
pozostałe wydania
miesięcznik PIN online

Niezależna gazeta lokalna

#projektbłonie #informacyjnie #niezależnie

Wszystkie prawa zastrzeżone. Copyright by   
projekt błonie