Zobaczenie Nowego Jorku, który bywa określany jako centrum biznesowo-kulturalne współczesnego świata, to kusząca perspektywa. Kiedy więc tylko pojawiła się propozycja, aby pojechać tam na tydzień z synem i grupą przyjaciół, decyzja o wyjeździe nie była trudna.
Dochodząc do bramki przeznaczonej dla pasażerów lecących z Warszawy do Nowego Jorku już z daleka widzimy mężczyzn w czarnych płaszczach a po chwili stoimy kolejce do bramek w tłumie mężczyzn z pejsami, noszących na głowach futrzane czapki (sztrajmły), charakterystyczne kapelusze (spodiki) i jarmułki. To chasydzi, którzy w trakcie naszych wędrówek po Nowym Jorku będą częstym widokiem.
Podróż pełna niespodzianek
Lot Dreamlinerem to pełnia komfortu, więc narzekanie na niedogodności byłoby grzechem. Pomyśleć, że były czasy kiedy tysiące Polaków tygodniami płynęło statkiem przez burzliwy Atlantyk, aby dostać się do wymarzonej Ameryki.
Na lotnisku w Newark-Liberty pod Nowym Jorkiem, gdzie trafiamy w środku nocy wita nas przenikliwe zimno: 15 ujemnych stopni Celsjusza, a właściwie to 5 dodatnich stopni Fahrenheita – skoro jesteśmy w USA – bo zwykli Amerykanie nie znają skali Celsjusza. (Jak później powiedział nam przewodnik z muzeum Intrepid przy rzece Hudson, takiej ostrej zimy w Nowym Jorku nie było od dziesięcioleci). Aby wsiąść do kolejki lotniskowej musimy jeszcze odebrać walizkę z kołowrotka, ale kiedy docieramy do właściwego urządzenia – wyświetla się na nim informacja tylko o walizkach z samolotu z Puerto Rico. Na szczęście, wokół stoją chasydzi z naszego samolotu, a więc to musi być odpowiednie miejsce na walizki z polskiego samolotu. I faktycznie, po 40 minutach wyłania się nasza walizka. Zadowoleni, wsiadamy do kolejki lotniskowej, licząc że dojedziemy do następnego środka komunikacji. Sprawy się jednak komplikują, gdyż kolejka po dojechaniu do przystanku po chwili wraca z powrotem. Okazuje się, że trzeba było wysiąść na przystanku, na którym na ten sam tor co chwilę wjeżdża druga kolejka, tym razem jadąca we właściwą stronę, a wszystkim zawiadują przemiłe czarnoskóre panie wykrzykujące na każdym przystanku, kiedy wsiadać a kiedy wysiadać. Pierwsza myśl: jeśli chodzi o zarządzanie ruchem pasażerskim to jednak w Polsce dużo się nam już udało. To jeszcze nie koniec niespodzianek. Kiedy w końcu dotarliśmy do pociągu jadącego do centrum miasta, zaspany konduktor zabrał nam bilety oraz małe tekturowe kartoniki przyczepione do foteli. Po szybkim sprawdzeniu w ChatGPT, czy wszystko jest jak trzeba – okazało się, że to tutejsza praktyka, jedziemy więc do końca trasy bez biletów.

Bajgle i Muzeum Seksu
Droga ze stacji kolejowej do hotelu całkowicie nas orzeźwia: widok gęstwiny monumentalnych wieżowców, wielobarwny tłum, światła, dźwięki, kolory – Nowy Jork to miasto które żyje nawet w środku nocy. W hotelu trzeba przyzwyczaić się do kilku rozwiązań specyficznych dla USA, na przykład parter numerowany jest jedynką (a nie zerem jak w Polsce) a pojedynczy kurek do wody daje się przekręcać tylko w lewo lub w prawo – ale reguluje jednocześnie temperaturę i ciśnienie wody – zaskakujące. Rano okazuje się, że restauracja hotelowa nazywa się „Tusk” (czyli po angielsku „kieł”) a w budynku obok hotelu jest „The Museum of Sex”. W dodatku, połowa autobusów na Manhattanie ma z przodu reklamę tego – niezbyt zacnego – muzeum. Pozostało nam rumienić się z godnością.
Na śniadanie jemy oczywiście bajgle w lokalnym barze, bo jedzenie tych bajgli ze wszystkimi możliwymi dodatkami to nowojorska specyfika. Po drodze mijamy dziesiątki ludzi pędzących do pracy z kawą w ręku – to też bardzo charakterystyczny widok w tym mieście.

Nowy Jork w liczbach
O samym Nowym Jorku można pisać godzinami. Ale żeby redakcja nie musiała wyrywać włosów z głowy układając tekst w szpaltach, ograniczę się do kilku najciekawszych informacji.
Miasto Nowy Jork zamieszkuje ponad 8 milionów ludzi, z czego biali stanowią ok. 30%, natomiast pozostałe grupy to głównie Latynosi, Afroamerykanie i Azjaci. W centrum miasta znajduje się dzielnica Manhattan, na której znajduje się większość tych atrakcji przyciągających odwiedzających z całego świata. Systemem nerwowym miasta jest metro, którego długość wynosi prawie 400 km, 472 stacje i 27 linii. Stacje metra niezbyt przypominają realia warszawskie – gdyż są dużo węższe i mroczniejsze oraz na zewnątrz trudno je znaleźć, gdyż tylko pojedyncze wejścia są dobrze oznakowane a niektóre wejścia są schowane w budynkach. Niemniej, przemieszczanie się po mieście jest niesamowicie wygodne i szybkie dzięki ogromnej siatce połączeń.

Spacer po Wall Street
Stojąc w obliczu decyzji: co zobaczyć, nie mogliśmy oczywiście odmówić sobie wizyty na dolnym Manhattanie ze słynną ulicą Wall Street, przy której znajduje się Nowojorska Giełda Papierów Wartościowych oraz dziesiątki instytucji finansowych. Niedaleko Wall Street znajduje się także strefa Ground Zero czyli miejsce ataku terrorystycznego na dwie wieże World Trade Center. Aktualnie w miejscu budynków znajdują się dwa monumentalne pomniki w kształcie basenów – z wodą spływającą ze ścian oraz wyrytymi nazwiskami wszystkich ofiar. Kilka przecznic od Wall Street znaleźć można słynny posąg szarżującego byka. Co było zaskakujące, przy byku spotkaliśmy 30-metrową kolejkę ludzi chcących potrzymać byka za oba… powiedzmy, że chodzi o pewne bardzo intymne dla rodzaju męskiego miejsca, co ma przynosić szczęście finansowe lub powodzenie. Byk jest zapewne mniej zadowolony, gdyż każde z jego „testis tauri” jest już mocno wytarte i błyszczące.

Central Park i glamour
Kolejną kultową lokalizacją, którą odwiedziliśmy jest Central Park i okolice. Sam Central Park ma rozmiary 4 km na 1 km i jest otoczony wieżowcami, co stwarza niesamowitą perspektywę. Wokół parku fani ekskluzywnej mody i biżuterii mogą znaleźć swój prawdziwy dom – marek takich jak Louis Vuitton, Tiffany & Co., Gucci, Prada, Omega, Rolex czy Armani nie trzeba dodatkowo reklamować. Dodatkowo, przy 5-th Avenue pod Trump Tower spotykamy Donalda Trumpa. Niestety – tylko budynek Trump Tower okazuje się prawdziwy.

Czy to na pewno Ameryka?
Ciekawe jest istnienie w Nowym Jorku dzielnic koncentrujących określone grupy etniczne, przykładowo Chinatown, Harlem czy Little Italy. Bardzo zależało nam aby odwiedzić Greenpoint, gdzie ciągle jeszcze można znaleźć polskie sklepy, instytucje kultury, pomniki i ulice. Zabawne było zobaczyć polski sklep o swojskiej nazwie: „Biedronka”. Z kolei jeśli chcemy wypić kawę w barze z obsługą po polsku oraz zjeść makowiec czy sernik w polskim towarzystwie – to należy skierować się do Cafe Riviera – nie spotkaliśmy tam nikogo, kto nie był Polakiem. Niemniej, wędrując po Greeinpoint widoczne było, że polski charakter tej dzielnicy powoli staje się przeszłością. Zapewne dlatego, że Polacy rozproszyli się po innych dzielnicach.

Najlepsze muzea świata
Absolutnie rewelacyjne są nowojorskie muzea. Przede wszystkim nie mogliśmy sobie odmówić wizyty w MET (czyli The Metropolitan Muzeum of Art). Kolekcja pełna dzieł takich malarzy jak Claude Monet, Rembrandt van Rijn, Vincent van Gogh, Johannes Vermeer, El Greco oraz dziesiątek innych po prostu zapiera dech. Równie niesamowita jest kolekcja egipska wraz ze świątynią Dendur eksponowana w wyspie otoczonej wodą znajdująca się w ogromnej sali wystaw. A to tylko fragment wystaw muzeów, na który odwiedzenie potrzebnych jest kilka dni. Świętne jest także American Museum of Natural History, choćby ze względu na rekonstrukcję szkieletu największego z dinozaurów: titanosaura Patagotitan mayorum o długości 37 metrów, modelu wieloryba płetwala błękitnego w naturalnej wielkości oraz 34-tonowego meteorytu z żelaza. Dla fanów sztuki współczesnej obowiązkowe jest MOMA (The Musem of Modern Art), gdzie można zobaczyć np. prace Andy Warhola, Pablo Picassa, Salvadora Dalí czy też Jacksona Pollocka.
Wisienką na torcie były dla nas odwiedziny na lotniskowcu i w okręcie podwodnym znajdujących się w Intrepid Museum. Na pokładzie lotniskowca, oprócz kolekcji samolotów takich jak F-16 czy Lockheed A-12 Blackbird zobaczyliśmy pierwszy amerykański prom kosmiczny, Enterprise – z bliska to prawdziwy gigant.

Nowojorczycy
Sami nowojorczycy są generalnie przyjaźni i spontaniczni, aczkolwiek w mieście trzeba uważać na portfele i torebki – zwłaszcza wieczorem – miasto ściąga ludzi różnej maści i kondykcji z całego świata. Nie da się również ukryć, że amerykański model społeczny jest bardzo wymagający, co powoduje, że na ulicach nie brakuje osób biednych. Sytuacji nie poprawiła legalizacja miękkich narkotyków – dokonana niedawno w stanie Nowy York. Wędrując po Manhattanie trawiasty zapach marihuany wyczuwaliśmy praktycznie co kilkadziesiąt metrów. W mieście regularnie spotyka się sklepy z tym narkotykiem oraz palących go ludzi.
Osobnym tematem jest kwestia czystości w samym mieście. W tym zakresie stwierdzić należy krótko: dla czyścioszków Nowy Jork będzie wydarzeniem traumatycznym. Dodatkowo, jeśli spodziewamy się szerokich chodników i pięknych ulicznych panoram, to trzeba liczyć się z wszechobecnością rusztowań w mieście. Amerykanie to bardzo przedsiębiorczy naród – jako że wieżowce w mieście są już dość stare i od czasu do czasu odpadają elementy elewacji, właściciele budynków zgłaszają remont, po czym stawiają rusztowanie i moment demontażu odkładają na „święte nigdy”. Dzięki temu, nic nie spadnie przechodniom na głowę i prawnicy nie zarobią. Że to jest nieestetyczne – prawda – ale za to jakie praktyczne!
Z innych spraw przyziemnych: Nowy Jork bardzo drogie miasto. Mieszkańcy po prostu wiedzą, jak się robi interesy: w centrum Manhattanu warszawskie ceny trzeba pomnożyć co najmniej dwukrotnie. Koszt jednorazowego biletu na metro przekracza 10 zł, cena masła czy chleba to więcej niż 20 zł, bilet do dobrego muzeum to ponad 100 zł, wyjście do teatru na Broadway to często powyżej 500 zł. Warto oczywiście szukać promocji oraz zrobić większe zakupy poza centrum, co pozwala oszczędzić. Niemniej, i tak po odłożeniu potrzebnej sumy na wyjazd do Nowego Jorku trzeba przestać myśleć o tym, jak szybko się ona kurczy – gdyż inaczej zepsujemy sobie całą przyjemność przebywania w tym miejscu.

New York Encounters 2026
Ostatnim akcentem naszej wizyty był weekend spędzony na tzw. New York Encounters 2026 czyli corocznym spotkaniu na tematy wiary, kultury i nauki zorganizowanym w centrum Manhattanu przez katolicki ruch Comunione e Liberazione, na które przyjeżdża ok. 2.000 osób z USA. Tematem przewodnim tegorocznej konferencji była potrzeba przynależności każdej osoby do miejsca będącego duchowym domem. Dlatego poruszane były np. tematy takie jak: „Głód przynależności” – oznaki religijnego ożywienia Zachodu czy też „W poszukiwaniu domu” – katolickie spojrzenie na imigrację. Jednakże, tematyka była znacznie szersza, obejmując np. fascynujący wykład fizyków z Harvardu „Coś nieprawdopodobnego oczekuje, aby zostać poznane” – o najnowszych odkryciach fizyki kwantowej jak też choćby panel „Kościół i sztuczna inteligencja” prowadzonego przez specjalistów związanych z META oraz Hewlett-Packard. Do tego, spotkanie obejmowało koncerty, wystawy i stoiska. Polskim akcentem było osobiste świadectwo ks. Wojciecha Stasiewicza – dyrektora Caritas z Charkowa oraz biskupa Charkowa Pavlo Honcharuka na temat towarzyszenia Ukraińcom w warunkach okrutnej wojny. Poruszające było usłyszeć od biskupa, że służyć ludziom można wówczas, gdy najpierw człowiek zaakceptuje, że jego życie jest w rękach Bożych i Bogu trzeba je oddać, jeśli to okaże się koniecznie. (Osoby, które chciałyby dowiedzieć się więcej o spotkaniu oraz ruchu Comunione e Liberazione w Polsce zapraszam do kontaktu pod adresem: jziarno@gzk.com.pl).

Czy patrząc z pewnej perspektywy warto wybrać się do Nowego Jorku? Z pewnością – jeśli finanse nie stoją na przeszkodzie – Nowy Jork to miasto, które warto zobaczyć. Różnorodność, dynamika i monumentalność tego miejsca jest oszałamiająca. Czy miasto może rozczarować? Cóż – gusta są różne jak różni są ludzie. Niewątpliwie, kontrasty tego miasta oraz jego tempo mogą rodzić pewną trudność i zmęczenie. Niemniej, żaden odwiedzający nie może narzekać na brak wrażeń – tych Nowy Jork oferuje co niemiara w każdym zaułku.
Tekst i zdjęcia: Jakub Ziarno
Zachęcamy serdecznie do obejrzenia pełnej relacji fotograficznej z wycieczki do Nowego Yorku. Zdjęcia znajdziecie też w galerii na naszej stronie.
